Ulysse Nardin w Warszawie?

Ulysse Nardin w Warszawie?

Ulysse Nardin w Warszawie? 

No siema, ekipa, dwunasta część sagi o paczkomatach i luksusie 

Tym razem znowu wysyłam paczkę przez InPost (apka, etykieta, wszystko ogarnięte) i stwierdziłem: a sprawdzę Ulysse Nardin. Bo to nie byle co — szwajcarska manufaktura z Le Locle, założona w 1846 roku, która przez dekady była królem morskich chronometrów . Serio, 77% chronometrów morskich testowanych przez Obserwatorium Neuchâtel w ciągu 100 lat pochodziło właśnie od Ulysse Nardin . Sztos totalny. A w 2001 roku odwalili coś jeszcze grubszego — wypuścili Freak, zegarek bez wskazówek, bez tarczy i bez koronki, w którym cały mechanizm obraca się wokół własnej osi, pokazując czas . Ludzie w branży do dziś się jarają.

A gdzie to sprawdzić w Warszawie? Mają kilka punktów: Pracownia Czasu na Wiejskiej 14 (oficjalny przedstawiciel) , Salon Jubitom w Arkadii (al. Jana Pawła II 82) i Jubitom w Galerii Mokotów (Wołoska 12) . Wbijam do tego na Wiejskiej, znowu z kartonem, w hoodie, pytam: „Słuchajcie, nadam to u was? Paczkomat po drodze, maybe synergy?" 

Obsługa patrzy na mnie jak na gościa, który pomylił butik z pocztą. „Proszę pana, to Pracownia Czasu, nie punkt InPost". No i znowu klasyk — nie dogadaliśmy się 

Finalnie paczka poszła z najbliższego paczkomatu (bez etykiety, przez apkę, sztos). Morał? Ulysse Nardin robi chronometry morskie, które pływały z ponad 50 flotami, i Freaka, który do dziś jest jednym z najbardziej szalonych zegarków w historii , ale paczek u nich nie wyślesz. InPost wygrywa logistykę, Ulysse Nardin — morską precyzję i odwagę w designie. Każdy ma swoją rolę