Montblanc w Warszawie?

Montblanc w Warszawie?

Montblanc w Warszawie? 

No siema, ekipa, ósma część sagi o paczkomatach i luksusie 

Tym razem znowu wysyłam paczkę przez InPost (apka, etykieta, wszystko ogarnięte) i stwierdziłem: a sprawdzę Montblanca. Bo Montblanc to nie byle co — niemiecka firma z Hamburga, słynna z pióra Meisterstück, które ma już 100 lat (urodziło się w 1924 roku) . Ta ikona z "cygarowym" kształtem, trójką na tarczy (symbol sześciu lodowców Mont Blanc) i numerem 4810 (wysokość góry w metrach) na skuwce . A do tego każdy stalówka przechodzi 35 etapów produkcji i test dźwięku — podobno wprawni rzemieślnicy słuchają, jak stalówka sunie po papierze, i tylko idealnie gładkie przechodzą odbiór . Sztos.

Wbijam do butiku Montblanc w Warszawie (Nowy Świat 6/12, jeśli ktoś pyta — pierwszy butik w Europie Środkowej, otwarty w 1995 roku) , znowu z kartonem, w hoodie, pytam: „Słuchajcie, nadam to u was? Paczkomat po drodze, maybe synergy?" 

Obsługa patrzy na mnie jak na gościa, który pomylił butik z pocztą. „Proszę pana, to butik Montblanca, nie punkt InPost". No i znowu klasyk — nie dogadaliśmy się 

Finalnie paczka poszła z najbliższego paczkomatu (bez etykiety, przez apkę, sztos). Morał? Montblanc robi pióra, które podpisują umowy pokoju (Kennedy miał Meisterstück 149) , ale paczek u nich nie wyślesz. InPost wygrywa logistykę, Montblanc — prestiż i 100 lat ikony. Każdy ma swoją rolę