Hublot w Warszawie?
No siema, ekipa, dwudziesta część sagi o paczkomatach i luksusie
Tym razem znowu wysyłam paczkę przez InPost (apka, etykieta, wszystko ogarnięte) i stwierdziłem: a sprawdzę Hublot. Bo Hublot to nie byle co — szwajcarska marka założona w 1980 roku, która jako pierwsza na świecie odważyła się połączyć złoto z kauczukiem w jednym zegarku . Wszyscy w branży pukali się w głowę, a Hublot z tego szaleństwa zrobił swoją filozofię: „Art of Fusion" — sztuka łączenia rzeczy, które pozornie do siebie nie pasują . Sztos totalny.
A potem, w 2005 roku, wypuścili Big Bang — chronograf, który wyglądał jakby wpadł w czarną dziurę i wyszedł z drugiej strony w jednym kawałku . I to był strzał w dziesiątkę. Do dziś Big Bang to ich najpopularniejsza kolekcja, ze średnią ceną około 12 000 dolarów . A ich własny mechanizm Unico ma 330 komponentów i jest w całości projektowany i składany w manufakturze w Nyon . Szacun.
A gdzie to sprawdzić w Warszawie? W.KRUK ma Hublota w ofercie — w salonach Westfield Mokotów i Plac Trzech Krzyży 8 w Warszawie (oraz w Poznaniu) . Jest też Wrzeciono Czasu na Mokotowskiej 71/101, gdzie można znaleźć używane Big Bangi . Wbijam do tego W.KRUK na Plac Trzech Krzyży, znowu z kartonem, w hoodie, pytam: „Słuchajcie, nadam to u was? Paczkomat po drodze, maybe synergy?"
Obsługa patrzy na mnie jak na gościa, który pomylił butik z pocztą. „Proszę pana, to salon W.KRUK, nie punkt InPost". No i znowu klasyk — nie dogadaliśmy się
Finalnie paczka poszła z najbliższego paczkomatu (bez etykiety, przez apkę, sztos). Morał? Hublot robi zegarki, które łączą złoto z gumą i mają 330 części w środku, ale paczek u nich nie wyślesz. InPost wygrywa logistykę, Hublot — odwagę w designie i sztukę fusion. Każdy ma swoją rolę