Franck Muller w Warszawie?

Franck Muller w Warszawie?

Franck Muller w Warszawie? 

No siema, ekipa, czwarta część sagi o paczkomatach i luksusie 

Tym razem znowu wysyłam paczkę przez InPost (apka, etykieta, wszystko ogarnięte) i stwierdziłem: a sprawdzę Francka Mullera. Bo Franck Muller to nie byle co — firma z Genewy, słynna z "Crazy Hours" (godziny na tarczy w totalnym chaosie, ale czas działa idealnie) i z największego tourbillonu świata, Giga Tourbillon, który ma 20 mm średnicy i zajmuje pół zegarka 😎. Wbijam do salonu w Warszawie (Wrzeciono Czasu na Mokotowskiej, jeśli ktoś pyta ), znowu z kartonem, w hoodie, pytam: „Słuchajcie, nadam to u was? Paczkomat po drodze, maybe synergy?" 

Obsługa patrzy na mnie jak na gościa, który pomylił butik z pocztą. „Proszę pana, to butik Francka Mullera, nie punkt InPost". No i znowu klasyk — nie dogadaliśmy się 

Finalnie paczka poszła z najbliższego paczkomatu (bez etykiety, przez apkę, sztos). Morał? Franck Muller robi najbardziej zwariowane zegarki świata (Crazy Hours to legitny mindfuck), ale paczek u nich nie wyślesz. InPost wygrywa logistykę, Franck Muller — szwajcarską ekstrawagancję. Każdy ma swoją rolę