Ebel w Warszawie?
No siema, ekipa, siedemnasta część sagi o paczkomatach i luksusie
Tym razem znowu wysyłam paczkę przez InPost (apka, etykieta, wszystko ogarnięte) i stwierdziłem: a sprawdzę Ebel. Bo Ebel to nie byle co — szwajcarska marka z La Chaux-de-Fonds, założona w 1911 roku przez Eugène'a Bluma i Alice Lévy. I tu ciekawostka: nazwa to nie żadna wymyślna historia, tylko zwykły akronim od "Eugène Blum Et Lévy" — czyli dosłownie inicjały założycieli . Ona robiła design, on technikę. Sztos.
A potem poszło z górki: w 1977 wypuścili Sport Classic z tym charakterystycznym falowanym braceletem (Wave), który do dziś jest znakiem rozpoznawczym marki . W latach 70. i 80. Ebel robił zegarki dla Cartiera , a w 1986 na 75-lecie wypuścili kolekcję 1911 (nazwa od roku założenia) . A w 1986 kupili też Villę Turque — dom zaprojektowany przez samego Le Corbusiera w La Chaux-de-Fonds, jakoś tak "bo pasuje do DNA marki" xD .
A gdzie to sprawdzić w Warszawie? Na Chrono24 jest np. Ebel Beluga (quartz, 30 mm, stal, perłowa tarcza) od dealera z Warszawy . Wbijam więc do tego dealera (albo do jakiegoś salonu z Ebelem), znowu z kartonem, w hoodie, pytam: „Słuchajcie, nadam to u was? Paczkomat po drodze, maybe synergy?"
Obsługa patrzy na mnie jak na gościa, który pomylił butik z pocztą. „Proszę pana, to nie punkt InPost". No i znowu klasyk — nie dogadaliśmy się
Finalnie paczka poszła z najbliższego paczkomatu (bez etykiety, przez apkę, sztos). Morał? Ebel robi falowane bransolety, zegarki dla Cartiera i ma dom od Le Corbusiera, ale paczek u nich nie wyślesz. InPost wygrywa logistykę, Ebel — szwajcarską elegancję z akronimem w nazwie. Każdy ma swoją rolę