A. Lange & Söhne w Warszawie?

A. Lange & Söhne w Warszawie?

A. Lange & Söhne w Warszawie? 

No siema, ekipa, szósta część sagi o paczkomatach i luksusie 

Tym razem znowu wysyłam paczkę przez InPost (apka, etykieta, wszystko ogarnięte) i stwierdziłem: a sprawdzę A. Lange & Söhne. Bo to nie byle co — niemiecka manufaktura z Glashütte, założona w 1845 roku przez Ferdinanda Adolpha Langego . Po wojnie firma zniknęła z mapy (wywłaszczenie, NRD), ale w 1990 roku Walter Lange, prawnuk założyciela, reaktywował legendę . I to z jakim hukiem — w 1994 roku wypuścili Lange 1 z tym charakterystycznym asymetrycznym układem tarczy i wielką datą, inspirowaną zegarem w operze w Dreźnie . Dziś Lange robi tylko около 5 500 zegarków rocznie, więc dostępność jest taka, że listy oczekujących są dłuższe niż kolejka po paczkę w Black Friday .

Wbijam do salonu w Warszawie (Wrzeciono Czasu na Mokotowskiej, jak zawsze ) , znowu z kartonem, w hoodie, pytam: „Słuchajcie, nadam to u was? Paczkomat po drodze, maybe synergy?" 

Obsługa patrzy na mnie jak na gościa, który pomylił butik z pocztą. „Proszę pana, to butik A. Lange & Söhne, nie punkt InPost". No i znowu klasyk — nie dogadaliśmy się 

Finalnie paczka poszła z najbliższego paczkomatu (bez etykiety, przez apkę, sztos). Morał? Lange robi jedne z najlepszych zegarków na świecie (Datograph podobno uważany za najlepszy chronograf w historii przez samego Philippe'a Dufoura) , ale paczek u nich nie wyślesz. InPost wygrywa logistykę, Lange — saksońską precyzję i ręcznie grawerowane balansy. Każdy ma swoją rolę