Glashütte Original w Warszawie?
No siema, ekipa, piąta część sagi o paczkomatach i luksusie
Tym razem znowu wysyłam paczkę przez InPost (apka, etykieta, wszystko ogarnięte) i stwierdziłem: a sprawdzę Glashütte Original. Bo to nie byle co — niemiecka manufaktura z Saksonii, historia od 1845 roku, czyli 180 lat tradycji . Słyną z tego, że 95% części robią u siebie, łącznie z tarczami . I mają ten legendarny Panoramadatum — wielkie podwójne okienko daty, znak rozpoznawczy marki . Wbijam do salonu w Warszawie (Wrzeciono Czasu na Mokotowskiej, jak zawsze ) , znowu z kartonem, w hoodie, pytam: „Słuchajcie, nadam to u was? Paczkomat po drodze, maybe synergy?"
Obsługa patrzy na mnie jak na gościa, który pomylił butik z pocztą. „Proszę pana, to butik Glashütte Original, nie punkt InPost". No i znowu klasyk — nie dogadaliśmy się
Finalnie paczka poszła z najbliższego paczkomatu (bez etykiety, przez apkę, sztos). Morał? Glashütte Original robi niemiecką precyzję na najwyższym poziomie (i to bez Szwajcarii!), ale paczek u nich nie wyślesz. InPost wygrywa logistykę, Glashütte — saksoński craftsmanship. Każdy ma swoją rolę